Translations in context of "a potem zadzwonił" in Polish-English from Reverso Context: Ale naprawdę świetnie nam się gadało, a potem zadzwonił i zaprosił mnie na randkę. Translations in context of "ale nie zadzwoniła" in Polish-English from Reverso Context: Byliśmy wstępnie umówieni na kolację, ale nie zadzwoniła. Translations in context of "Ktoś do niego zadzwoni" in Polish-English from Reverso Context: Ktoś do niego zadzwoni. Translation Context Grammar Check Synonyms Conjugation Conjugation Documents Dictionary Collaborative Dictionary Grammar Expressio Reverso Corporate Zdziwie sie jesli ten chlopak na oczy nie przejrzy i nie zrobi w tyl zwrot juz niedlugo. A swoja droga to powiedzenie brzmi: jak Kuba Bogu tak Bog Kubie. Może specjalnie przestawila kolejność, bo jej mężczyzna jest dla niej jak BÓG? "Jak Bóg Kubie" - jak mój mężczyzna dla mnie, "tak Kuba Bogu" - tak ja zrobię Jemu. A ja tylko w kółko piszę, że nie, że nie mogę, że potrzebuję dowodu miłości, że chcę wiedzieć, że mu zależy. I upieram się, że nie zadzwonię. Bo przecież nie zadzwonię. Wciąż czekam, aż on zadzwoni. A on nie dzwoni. Tak minęła niedziela, minął poniedziałek, wtorek i w zasadzie to cały tydzień. I tak sobie milczymy. Ulga, jaka mnie ogarnęła w momencie, gdy dowiedziałam się, że nie jest ani trupem, ani mordercą, była nie do opisania. Tak bardzo się cieszyłam, że przeżył. Na chwilę przyćmiło to fakt, że w ogóle przystąpił do walki. Czekałam. Nie wiem, na co liczyłam. Że zadzwoni? Że będzie starał się to jakoś wyjaśnić? Ale on Tłumaczenia w kontekście hasła "Zapewne zadzwoni" z polskiego na angielski od Reverso Context: Zapewne zadzwoni do pana jutro rano. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate E0zMHWt. Nie zadzwonił - do Forum Kobiet To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ... Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 7 ] 1 2013-07-14 16:14:36 dorelza Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-12-28 Posty: 46 Temat: Nie zadzwoniłJak mam rozumieć zachowanie chłopaka? Obiecał, że zadzwoni do mnie w niedzielę i tego nie zrobił. Gdy do niego piszę, to mnie ignoruje. Czy on w ogóle mnie kocha? 2 Odpowiedź przez AlphaWolf 2013-07-14 16:19:28 AlphaWolf Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-06-12 Posty: 598 Odp: Nie zadzwoniłZ tego co widzę, niedziela jeszcze się nie skończyła... Może zamierzał zadzwonić wieczorem, bo teraz nie ma czasu? 3 Odpowiedź przez Jaguar 2013-07-14 16:24:14 Jaguar Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-07 Posty: 1,661 Odp: Nie zadzwonił dorelza napisał/a:Jak mam rozumieć zachowanie chłopaka? Obiecał, że zadzwoni do mnie w niedzielę i tego nie zrobił. Gdy do niego piszę, to mnie ignoruje. Czy on w ogóle mnie kocha?Od telefonu do milosci droga jest raczej daleka 4 Odpowiedź przez agresja28 2013-07-14 17:24:38 agresja28 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-07 Posty: 25 Odp: Nie zadzwoniłJeszcze pewnie zadzwoni, spokojnie 5 Odpowiedź przez to_ona1 2013-07-14 18:36:19 to_ona1 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-07-14 Posty: 3 Odp: Nie zadzwoniłPoczekaj do konca niedzieli 6 Odpowiedź przez czekoladka7 2013-07-14 19:30:58 czekoladka7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-26 Posty: 1,534 Wiek: 30 Odp: Nie zadzwonił Nie ma co panikować jak obiecał,że zadzwoni to pewnie zadzwoni telefon nie świadczy o tym czy kocha czy nie mogło mu coś wypaść i jest zajęty. Poczekaj na spokojnie do wieczora. GG:15836900 Posty [ 7 ] Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Zobacz popularne tematy : Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności © 2007-2021 Andrzej Matys Historia jest jedna, a scenariusze dwa. Jeden policyjny, drugi kreślą żona i teść 26-letniego białostoczanina. Mundurowi mówią o nim „odbierak”, czyli ten, który odbiera od babć i dziadków pieniądze mające „wyciągnąć” ich wnuków z trudnej sytuacji. Według rodziny, 26-latek szukał pracy, ale źle trafił. To było w listopadzie, mój zięć Piotr szukał pracy. Wcześniej pracował przy układaniu polbruku, ale wiadomo było, że to praca sezonowa - teść 26-letniego białostoczanina rozpoczyna swoją opowieść. - Zięć chciał pojechać za granicę, ale córka Magda mówiła mu, żeby nie jechał, bo mają małe dziecko. Tłumaczyła, że przecież ma samochód i tutaj też jakąś robotę znajdzie. Może jako przewoźnik czy kurier, mówiła córka i powiedziała, że trzeba poszukać w internecie. I rzeczywiście, Magdalena zaczęła przeglądać internet. Szukała ofert pracy dla kurierów, najlepiej w Białymstoku i województwie podlaskim. I na znanym portalu zakupowym trafiła na ogłoszenie z ofertą pracy dla kierowcy-kuriera, właśnie w naszym województwie. - Nie chciałam, żeby mąż wyjeżdżał za granicę, więc wysłałam jego CV w kilka miejsc na Podlasiu - wyjaśnia Magda, żona siedzącego dziś w areszcie 26-latka. - Na to ogłoszenie, przez które teraz mąż ma kłopoty, trafiłam 13 listopada. Wtedy jednak od razu wysłałam CV i poprosiłam o informację zwrotną. Ogłoszenie wstawiła osoba prywatna. Już zaczynałam tracić nadzieję, gdy w niedzielę, 1 grudnia, mąż otrzymał telefon. Dzwonił ten pracodawca. Powiedział, że dostał Piotrka CV i na początku zatrudni go na próbę. Jeżeli w ciągu trzech dni Piotr sprawdzi się w kurierce, dostanie etat. Mąż strasznie się ucieszył. Akurat byliśmy na obiedzie u moich rodziców, więc od razu powiedział do taty: od jutra zaczynam pracować! Magdalena wspomina, że mąż tłumaczył pracodawcy, że zależy mu na umowie o pracę, bo ma niespełna dwuletnie dziecko i chodzi o ubezpieczenie. Miał usłyszeć zapewnienie, że jeśli swoją pracę będzie dobrze wykonywał, może być spokojny. - Pracodawca obiecał, że jeszcze w niedzielę zadzwoni i powie, gdzie mąż ma się stawić. Zadzwonił wieczorem, Piotr usłyszał, że w poniedziałek (2 grudnia), ma być o godz. 9 w Bielsku Podlaskim, żeby odebrać paczki. Ma przyjechać i czekać, aż zadzwonią do niego i powiedzą, gdzie ma jechać po te paczki. Piotr czekał w tym Bielsku do godz. 15, ale nikt nie zadzwonił. Wrócił zły do domu. O godz. 21 zadzwonił ten pan i męża przepraszał. Tłumaczył, że magazynier nie wiedział, że będzie nowy kurier, więc wszystkie paczki zostały wcześniej zabrane - tłumaczy Magda. Mężczyzna obiecał też Piotrowi, że nazajutrz, we wtorek (3 grudnia), będzie już normalnie jeździł. Zapewnił też, że za ten „pusty“ wyjazd do Bielska wypłaci mu dniówkę, jak za pełny dzień pracy i zwróci koszty benzyny. Kolejnego dnia Piotr pojechał do Łap. Około godz. 14 żona do niego zadzwoniła, by dowiedzieć się, jak minął pierwszy dzień pracy. Odpowiedź nie była optymistyczna. - Piotr powiedział mi, że to nie jest kurierka. Mówił, że musiał iść do jakiegoś mieszkania. Miał opisane jak wyglądają drzwi i kto tam mieszka. Miał wejść, odebrać paczkę i z nikim nie rozmawiać. Potem miał jechać pod następny adres - wspomina Magdalena. - Piotrek zorientował się, że w paczkach są pieniądze. Bardzo duże pieniądze: 20-30 tysięcy złotych w jednej paczce! Powiedział mi, że chciał zrezygnować z tej pracy, ale został zaszantażowany. Białostoczanin miał usłyszeć, że wysłał CV, w którym jest adres jego i jego rodziny. Jeśli nie chce, by jego dziecku coś się stało, powinien zawieźć pieniądze pod adres, który dostanie. Żona kazała Piotrowi dzwonić na policję, ale - jak mówi - mąż był tak wystraszony, że pojechał. - Pieniądze odwiózł aż do Rzeszowa, a tam przekazał je umówionemu taksówkarzowi. Gdy wracał, ten pan od ogłoszenia znowu zadzwonił, a mąż powiedział mu, że absolutnie rezygnuje, bo nie chce tak „pracować”. Pracodawca powiedział Piotrowi, że umówili się na trzy dni próbne, więc zrezygnować może, ale dopiero po trzech dniach. A jeśli rzuci pracę wcześniej, będzie musiał zwrócić bardzo wysokie koszty ściągnięcia drugiego kuriera. I przypomniał mężowi, że ma nasz adres... - opowiada Magdalena. - Tak, Piotrek dość szybko zorientował się, że coś w tej pracy jest nie tak. Mówił, że to śmierdząca sprawa - potwierdza słowa córki pan Tadeusz. Kolejnego dnia Piotr znowu musiał odebrać podejrzane przesyłki i zawieźć je do Rzeszowa. Natomiast wieczorem - jak opowiada jego żona - pracodawca miał zatelefonować z intratną propozycją. Pozostało jeszcze 53% chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp. Zaloguj się Zaloguj się, by czytać artykuł w całości Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie. Znajdujemy się już w zupełnie innym położeniu niż pewien krakowski introligator prowadzący stary zakład z tradycjami, do którego przed laty przyszedł pewien absolwent wyższej uczelni i przyniósł pracę magisterską z prośbą o oprawę. Starszy nobliwy pan wziął od niego numer telefonu i obiecał, że zadzwoni. Faktycznie zadzwonił po dwóch dniach i powiedział: „Proszę odebrać pracę. Nie oprawiłem jej. Jej poziom jest tak słaby, że naraziłaby ona na szwank godność mojego zawodu. Introligator miał jednak czas i możliwość, by pracę przeczytać”. Był także człowiekiem oczytanym i myślącym. W rozwoju cywilizacji znaleźliśmy się współcześnie w sytuacji szczególnej. Szeroki dostęp do wiedzy, olbrzymi rozwój nauki i nowych technologii, nie tylko nie wyhamował bezmyślności, ale wręcz ją pogłębił, a może tylko ujawnił. Można mieć wrażenie, że doświadczamy obecnie jakiejś wyjątkowej intensyfikacji irracjonalizmu, braku krytycznego myślenia, naiwności, kwestionowania naukowych autorytetów, np. w dziedzinie szczepionek, przede wszystkim jednak panoszących się w formie językowego słowotwórstwa tworów wyobraźni, które, uznawane za faktyczną rzeczywistość, kształtują nasze życie indywidualne i społeczne. Symbolicznym tego przejawem jest dość modne ostatnio słowo: „postprawda”. „Postprawda”, to nie kłamstwo, lecz pewien stan poza prawdą i nieprawdą, zapowiedziany kiedyś przez Friedricha Nietzschego, w którym nie mamy już czasu, a nawet możliwości, na zweryfikowanie informacji, gdyż musimy reagować na setki następnych. Zresztą nie wiemy czy autorem tych informacji jest człowiek, czy algorytm. Nie mówimy już tylko o faktach i ich interpretacjach, ale wręcz o faktach alternatywnych. Postprawda stała się możliwa zarówno przez rozwój technologii informacyjnych i komunikacyjnych oraz ich upowszechnienie, jak i z powodu bezmyślności. Znajdujemy się już w zupełnie innym położeniu niż pewien krakowski introligator prowadzący stary zakład z tradycjami, do którego przed laty przyszedł pewien absolwent wyższej uczelni i przyniósł pracę magisterską z prośbą o oprawę. Starszy nobliwy pan wziął od niego numer telefonu i obiecał, że zadzwoni. Faktycznie zadzwonił po dwóch dniach i powiedział: „Proszę odebrać pracę. Nie oprawiłem jej. Jej poziom jest tak słaby, że naraziłaby ona na szwank godność mojego zawodu. Introligator miał jednak czas i możliwość, by pracę przeczytać”. Był także człowiekiem oczytanym i myślącym. Sytuacja ta stawia przed nami trzy kwestie, na które postaram się odpowiedzieć: 1) Czym jest myślenie i jak myślimy? 2) Jakie są współczesne przyczyny bezmyślności? 3) Jaka powinna być rola uniwersytetów w czasach bezmyślności? 1) Czym jest myślenie i jak myślimy? Patrząc na człowieka z perspektywy natury, musimy stwierdzić, że jest on zwierzęciem wybrakowanym, nieprzystosowanym, posiadającym rozmaite naturalne deficyty – stwierdził królewiecki filozof Immanuel Kant. Nie ma on siły lwa, kłów tygrysa, ani pazurów orła, by przetrwać. Natura przeznaczyła mu jednak odmienną drogę rozwoju. Nie dając mu naturalnego instynktu, zmusiła go do rozwoju intelektualnego potencjału. To właśnie dzięki niemu mógł przezwyciężyć swe naturalne deficyty. Człowiek nie tylko zrekompensował te deficyty, ale wytworzył urządzenia, dzięki którym porusza się szybciej od najszybszych zwierząt, potrafi latać, pomimo braku naturalnych po temu zdolności. Wręcz zapanował nad procesami natury, próbuje panować nad procesami społecznymi, a także nad własnym życiem. Ten sposób kompensaty jest jednak dwuznaczny. Jak pokazał to Max Horkheimer i Theodor Wissengrund Adorno w Dialektyce oświecenia, wiedza jest źródłem władzy. Najcelniej ten związek między władzą i wiedzą wyraził renesansowy myśliciel i badacz Francis Bacon: „Tyle możemy ile wiemy”. Wiedza jest nie tylko źródłem otwierającego się pola możliwości, ale także źródłem panowania. Kto w Renesansie posiadł umiejętność żeglowania, posługiwania się kompasem i prochem strzelniczym, przed tym otwarła się nie tylko perspektywa odkryć nowych lądów, ale także, w następstwie, ich podboju, niszczenia rodzimych kultur, mordowania tubylców. Uruchomiliśmy niewyobrażalne źródła mocy. W XX wieku zbudowaliśmy obozy koncentracyjne i gułagi. Wciąż produkujemy coraz bardziej zaawansowaną technologicznie broń i toczymy wojny. Straszymy się potencjałem atomowym. Z perspektywy renesansowego humanizmu nie mamy już podstaw mówić, że „człowiek to brzmi dumnie”. Owszem, stworzyliśmy dzieła, które dają nam podstawę bycia, jak pisał Blaise Pascal „chlubą wszechświata”. Jednocześnie jednak, jak w tej samej sentencji stwierdził myśliciel, jesteśmy „jego zakałą”. 60 lat temu Bollnow w artykule „Rozum a siły irracjonalne” stwierdził: „Sytuację dzisiejszego człowieka w zgodnym przekonaniu różnych obserwatorów znamionuje świadomość całkowitego braku osłony pośród wrogo napierającego świata. Człowiek stał się w daleko idącym sensie bezdomny i czuje, mówiąc za Rilkem, że „nie jest bezpiecznie zadomowiony w świecie, który chce zrozumieć”[1]. Z czego wynika ta dwuznaczność myślenia? Mylimy się, gdy sprowadzamy je jedynie do czynności intelektu. Intelekt ma charakter narzędziowy. Jest sztuką pojęciowego konstruowania i nadbudowanego nad nim technicznego opanowania zadań postawionych człowiekowi przez życie. Nie ulega wątpliwości, że dzięki zdolnościom intelektualnym rozwinęliśmy naukę i dokonaliśmy niewyobrażalnego dotąd postępu technicznego. Intelekt stanowi jednak tylko niewielki fragment naszych procesów myślowych. Niezmiernie ważną rolę odgrywają w naszym myśleniu przekonania, nazywane także czasami wiarą. Każdy z nas w coś wierzy, nie ma zatem niewierzących. Różnimy się jedynie przedmiotem tej wiary. Jedni wierzą w istnienie Boga, inni w jego nieistnienie. Jedni w materię, inni w ducha. Są i tacy, którzy wierzą w płaską Ziemię. Przekonania kształtują się w procesie naszego życia i są z nimi tożsame. To nie o nich myślimy, lecz myślimy w nich i dzięki nim. Są dla nas niepodważalne. Myślimy bowiem z głębi naszego życia. Przekonania kształtują się w sposób dość tajemniczy. Możemy wyodrębnić w nich jedynie pewne wątki. Po pierwsze, na nasze przekonania ma wpływ historyczna epoka, w jakiej żyjemy. Nikt nie decyduje o czasie swego życia, a zatem także o ideach swojej epoki. Niejednokrotnie możemy mieć wrażenie, że urodziliśmy się nie na czasie. Tak było na przykład w przypadku Jana Husa. Gdyby urodził się w XX wieku, nie tylko nie zostałby spalony na stosie, ale, być może, zasiadłby obok Karola Wojtyły w ławach Soboru Watykańskiego II. Jego „winą”, czy „błędem” nie było to, że głosił ideę religijnej tolerancji, lecz że jego epoka nie była gotowa na przyjęcie jego idei. W podobnych okolicznościach każdy geniusz wyprzedzający swoją epokę staje przed dylematem: Czy głosić swe myśli, narażając się na niezrozumienie i szykany, czy nawet na śmierć, czy też je ukryć? Dalej, na przekonania mają wpływ kultura i język. Różnimy się przekonaniami ze względu na uwarunkowania kulturowe. Są to też uwarunkowania indywidualne związane z rodziną, jej tradycją, religią, światopoglądem. Następnie zdarzenia losowe. Na żadne z tych uwarunkowań nie mamy wpływu. Nie decydujemy ani o czasie naszego życia, kulturze, języku, rodzinie, ani o zdarzeniach losu. Te uwarunkowania powodują, że stajemy po różnych stronach światopoglądowych i politycznych sporów. Nie wiemy jak kształtują się przekonania, które radykalnie nas różnią. Z pewnością ma na to wpływ nasza wrażliwość, rodzina, lektury, nauczyciele. Możemy jedynie wyodrębnić przekonania otwierające i zamykające. Pierwsze rozwijają nasze myślenie, drugie je zasadniczo ograniczają i zamykają. Przekonania zamknięte budzą emocje, lęk, dają pierwszeństwo tworom wyobraźni, które uznajemy za rzeczywistość. W ten sposób kształtuje się myślenie mityczne. Istotą mitu jest bowiem to, że brak w nim rozróżnienia między rzeczywistością a sferą wyobraźni. Wbrew temu, co sądził August Comte, rozwój nauki wcale nie wyparł mitów. Jedynie je unowocześnił jako narzędzie społecznej zmiany. Do myślenia mitologicznego, jak pokazał Ernst Cassirer w „Micie państwa”, sięgamy w czasach kryzysu społecznego, kiedy myślenie intelektualne okazuje się bezsilne. Kolejną władzą myślenia jest rozum, który za Otto Friedrich Bollnowem chciałbym wyodrębnić od intelektu. Intelekt ma jedynie charakter narzędziowy. Nie jest on ani dobry, ani zły, podobnie jak narzędzia, którymi się on posługuje. Internet jako narzędzie może służyć do komunikacji, ale także hejtu i cyberprzestępczości. Umiejętność wymiany genu nie jest moralnie ani zła, ani dobra. Czy jednak wykorzystamy ją do leczenia wad genetycznych, czy eugeniki, nie jest zależne od intelektu. Stwierdził kiedyś Blaise Pascal: „Silmy się tedy dobrze myśleć: oto zasada moralna”[2]. Dobrze, to nie znaczy tylko prawidłowo, bezbłędnie, zgodnie z zasadami. Tak myśli intelekt. Dlatego może on łączyć się zarówno z dobrem i wartościami, jak i z przekonaniami irracjonalnymi, fanatycznymi i mitologią. Pisał Bollnow: „Zimny i wyrachowany intelekt może wstąpić na służbę przestępczej namiętności. (…) Intelekt już z góry kryje w sobie autentyczne niebezpieczeństwo, wydając w połączeniu z namiętnością krańcowy fanatyzm. Fanatyzm zdefiniować można wręcz jako zracjonalizowaną namiętność”[3]. Dlatego intelekt powinien być kierowany przez rozum. A rozum „myśli dobrze”, nie wtedy, gdy myśli prawidłowo, lecz gdy kieruje się dobrem. Jest to ta władza myślenia, która kształtuje się pod wpływem rozmowy i zdolna jest do rozumienia innych. „Rozum oznacza tu więc medium wspólnoty, w której ludzie, nawzajem się sobie przysłuchując, mogą spotkać się w rozmowie. (…) Kto pozwala ze sobą mówić, ten jest człowiekiem, który nie upiera się tępo przy swoich zamiarach, który ze swej strony wychodzi naprzeciw drugiemu, i w obopólnych staraniach gotowy jest do twórczego kompromisu. (…) Usunąć napięcia i stworzyć możliwość bezkolizyjnego współżycia – oto dokonanie rozumu”[4]. Intelekt, stwierdził Bollnow, nauczy nas, jak zbudować dom. Ale to za mało. Jedynie rozum nauczy nas, jak w nim pokojowo współzamieszkiwać. Rozum jest bliski mądrości. Słowo obecnie rzadkie. Nie występuje w Krajowych Ramach Kwalifikacji, tak, jakby celem uniwersytetu było jedynie kształcenie intelektualnie sprawnych, ale niekoniecznie mądrych ludzi. Już ta różnica między intelektem a rozumem pokazuje, że można jednocześnie być człowiekiem niezmiernie intelektualnie sprawnym i bezmyślnym. Nasze czasy bardziej cenią intelekt niż rozum. To dobre przejście do punktu drugiego. 2) Spośród wielu przyczyn współczesnej bezmyślności chciałbym wskazać na cztery zasadnicze. Pierwszą z nich jest przeciętność, drugą pragmatyczność, trzecią mierzalność, czwartą merkantylność. W wierszu „Otchłań” Ewa Lipska pisze z goryczą: Siedzę pod byle jakim niebem I słucham co mówi przeciętność[5]. Przeciętność można zdefiniować jako uwięzienie w łatwej do powtarzania słownej papce płynącej z radia, telewizji, przelewającej się w Internecie. Ksiądz Józef Tischner trafnie wyraził ją poprzez metaforę targowiska: „Targowiska mają swoją siłę przyciągania. Zniewalają nasze oczy, zmuszają do patrzenia na to, co jest wystawione. Zniewalają nasze uszy, zmuszają do słuchania tego, co jest wykrzyczane. Targowisko nie pozwala przekroczyć swej przestrzeni, wciąż zmusza do powrotu, do oglądania wiele razy tego samego. Przede wszystkim targowisko narzuca nam swój język. Kto przebywał czas jakiś na targowisku, nie umie mówić inaczej niż językiem targowiska. Nie potrafi również myśleć inaczej – staje się częścią targowiska”[6]. Współczesnym diagnostą bezmyślności jako przeciętności był hiszpański myśliciel Jose Ortega y Gasset. Nazwał ją buntem mas. Stwierdził: „Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym. (…) To właśnie uznałem (…), za cechę charakterystyczną dla naszych czasów: nie to, że człowiek pospolity wierzy, iż jest jednostką nieprzeciętną, a nie pospolitą, lecz to, że żąda praw dla pospolitości, czy wręcz domaga się tego, by pospolitość stała się prawem”[7]. Współczesny, nowy bunt mas, który ogarnia różne rejony Europy i świata, został jeszcze wzmocniony przez rozwój nowych technologii informacyjnych i medialnych. Współczesnym targowiskiem stał się Internet, który zamienił życie wielu ludzi w nieustający karnawał. Karnawał średniowieczny, przewracający do góry nogami istniejący porządek i poddający krytyce obowiązujące hierarchie norm i wartości trwał kilka dni. Internetowy karnawał życia jest permanentny. Karnawał średniowieczny posługiwał się maską. Istotą dzisiejszego karnawału jest demaskacja. Paradoksalnie, rozwój nowych technologii nie wspiera naszej odpowiedzialności, a wręcz z niej zwalania. Postęp oznacza bowiem nie tylko akumulację, ale także polepszenie. Gdyby oznaczał tylko akumulację, to o zbieraczu śmieci, którego zasoby codziennie się zwiększają, musielibyśmy powiedzieć, że jest człowiekiem postępowym. W średniowieczu, gdy przepisywano księgi ręcznie całymi latami na kosztownym pergaminie, przepisywano jedynie arcydzieła. Od wynalezienia czcionki przez Gutenberga było już coraz gorzej. Kto pisał jeszcze na maszynie do pisania, czuł odpowiedzialność za słowo na swoich palcach. Wiedział co się stanie, gdy źle sformułuje myśl. Dzisiaj, gdy piszemy na komputerach metodą „wytnij”, „wklej”, spadł radykalnie poziom naszego myślenia, a półki biblioteczne i Internet zalane są przeciętnością. Nowe technologie nie tylko zwalniają nas z odpowiedzialności, ale także rozleniwiają. Współczesna cywilizacja techniczna, która jest cywilizacją ułatwień, przyczynia się także do intelektualnego lenistwa. W świecie techniki wszystko jest skuteczne. Wystarczy szybko poruszać prawym kciukiem. Naciskamy i działa. W sferze ducha nic tak nie działa. Przeczytanie książek, przemyślenie myśli, refleksja, wymaga dużego wysiłku i nakładu pracy. Na dominację przeciętności wpływa wreszcie brak odwagi myślenia. Przeciętność sytuuje się bowiem zawsze pośrodku między tymi, którzy żyją ideologią lub z ideologii, a tymi nielicznymi, którzy mają odwagę krytycznie o niej myśleć. Pisał Immanuel Kant w artykule „Sapere Aude”: „Do wejścia na drogę Oświecenia nie potrzeba niczego prócz wolności (…), mianowicie wolności czynienia wszechstronnego, publicznego użytku ze swego rozumu. A jednak ze wszystkich stron słyszę pokrzykiwanie: nie myśleć! Oficer woła: nie myśleć! Ćwiczyć! Radca finansowy: nie myśleć! Płacić! Ksiądz: nie myśleć! Wierzyć! (…) Wszędzie więc mamy do czynienia z ograniczeniami wolności. Które jednak z nich są przeszkodą dla Oświecenia, a które nie i raczej nawet pomagają Oświeceniu — na to pytanie odpowiadam: publiczny użytek ze swego rozumu musi być zawsze wolny i tylko taki użytek może doprowadzić do urzeczywistnienia się Oświecenia wśród ludzi”[8]. Drugą współczesną przyczyną bezmyślności jest redukcja myślenia do wymiaru pragmatycznego. Preferuje ona rozwój intelektu kosztem rozumu. W epoce, w której o wszystkim decyduje ekonomia i wskaźniki, myślenie liczy się tylko w mierze, w jakiej przynosi realne skutki. Zmiana, jaka dokonała się w myśleniu europejskim, widoczna jest szczególnie w pojęciu teorii. Od początków nowożytnego rozwoju nauk przez teorię rozumiemy śmiałą hipotezę badawczą, dającą się doświadczalnie zweryfikować i, co najważniejsze, mającą istotne pragmatyczne skutki. Dlatego badacze składający wnioski grantowe do Narodowego Centrum Nauki muszą zadeklarować, jakie patenty, nowe technologie, lub przynajmniej rozwiązania problemów społecznych wynikną z ich badań. Tymczasem dla Platona theoros to dusza, która zanim znalazła się w ciele, żyła w świecie idealnym i za boskimi duszami zmierzała do miejsca prawdziwego i pięknego bytu, który był jej pokarmem. A kiedy nakarmiła się nim, wpadała w zachwyt, czyli theoria. Teoria to dla Platona zachwyt widokiem. W nastawieniu teoretycznym znajduje się zatem ten, kto słuchając muzyki Pergolesiego lub Mozarta, czytając wiersze Celana lub Herberta, kontemplując obrazy Rembrandta, wpada w zachwyt. W zachwyt może wpaść także matematyk nad fraktalem czy wzorem. Dlatego humaniści składając granty do Narodowego Centrum Nauki powinni raczej odpowiadać na pytanie: W jaki rodzaj zachwytu zamierzają wpaść w trakcie badań? Jak zmieni on ich duszę? Kto jednak da im na to pieniądze, szczególnie, gdy nie będą w stanie wykazać pragmatycznych korzyści zachwytu? Myślenia nie można mierzyć jedynie skutkami. To bezmyślność. W myśleniu ważniejszy jest sam proces myślenia, który nas kształci i zmienia. Kiedyś, podczas egzaminu z historii filozofii, student, gdy nie był w stanie odpowiedzieć na trzecie już moje pytanie, z pretensją stwierdził: Dlaczego pan wymaga ode mnie tej wiedzy? Przecież mam ją w twardej pamięci. Odpowiedziałem mu. To co pan mówi, jest inspirujące. Jednak moje pokolenie, ponieważ nie było twardej pamięci, musiało korzystać z miękkiej. A różnica między pierwszą pamięcią a drugą jest taka, że pierwsza jedynie przechowuje dane, a druga nas kształci. Gdy wyłączą prąd, to pana baza zniknie, a moje wykształcenie pozostanie. Przyczyną bezmyślności jest także związana z pragmatyzmem myślenia współczesna ideologia mierzalności. Według Kartezjusza przedmiotem nauki może być tylko to, co da się zmierzyć. Dlatego wolność i zaufanie, które były zawsze podstawą Uniwersytetu, zastępuje obecnie biurokratyczna kontrola. Uniwersytet zaczyna przypominać Benthamowski Panopticon, wieżę nadzoru i kontroli, w której gro czasu i uwagi poświęca się nie na myślenie, lecz na planowanie i sprawozdawczość. Już nie tylko planujemy i sprawozdajemy, ale planujemy sprawozdania i sprawozdajemy plany. Gdy linie graniczne między planami i sprawozdaniami zleją się, zniknie szczelina wolnego myślenia. Czy biurokracja zwiększa efekty naszego myślenia? Wątpię. Kopernik, o zgrozo, nigdy nie był na Erasmusie. Gdy jednak dotarł na Uniwersytet w Padwie, bez problemu porozumiał się z tamtejszymi profesorami. Immanuel Kant miał zerową „mobilność naukową”. Tylko raz wyjechał z Królewca do Morąga, by wygłosić kilka wykładów stacjonującym tam pruskim oficerom. Przez 11 lat był bezproduktywny, gdyż niczego nie opublikował. Co prawda po 11 latach wydał „Krytykę czystego rozumu”, ale według aktualnych standardów oceny powinien był co 4 lata otrzymać ocenę negatywną. Chciałbym być dobrze zrozumiany: Nie twierdzę, że efekty naszej pracy się nie liczą. Przeceniamy jednak nasze osiągnięcia kosztem tego, kim jako ludzie i obywatele jesteśmy. Współczesnym źródłem bezmyślności jest wreszcie dominacja orientacji merkantylnej, związana z ekonomiczną funkcją rynku. Zgodnie z logiką tej orientacji zamieniamy samych siebie w towar i produkt rynkowy. Orientacja merkantylna ma zasadniczy wpływ na proces kształcenia. Nie chodzi w nim już o rozwój i samorealizację, lecz o osiągnięcie sukcesu w procesie sprzedaży siebie. W orientacji merkantylnej, pisze Erich Fromm, myślenie „pełni funkcję jak najszybszego ogarnięcia świata przedmiotów, aby móc nimi efektywnie manipulować. Szybka, szeroka i skuteczna edukacja prowadzi do rozwoju inteligencji, nie rozumu. Do celów manipulacyjnych potrzebna jest jedynie wiedza o zewnętrznych cechach rzeczy, wiedza powierzchowna. Prawda, którą winno się osiągać poprzez zgłębianie istoty zjawisk, staje się pojęciem przestarzałym. (…) Kategorie porównawcze oraz mierzenie kwantytatywne, nie zaś dogłębna i wszechstronna analiza danego zjawiska i jego cech jakościowych stanowią istotę tego typu myślenia (…) myślenie i wiedza stają się narzędziami na usługach sukcesu”[9]. 3) Jaka powinna być rola Uniwersytetu w czasach bezmyślności? Po pierwsze, powinny one uczyć odwagi samodzielnego krytycznego myślenia, zdolnego do namysłu nad własnymi przekonaniami i szacunku dla przekonań innych. Możliwe będzie to wówczas, gdy powrócimy do źródłowego sensu kształcenia, którego uniwersytety są tylko zwieńczeniem. Nie możemy ograniczać kształcenia jedynie do nabywania wiedzy i usprawniania intelektu, pomijając kształcenie rozumu i rozsądku. Stajemy bowiem przed trudnymi do przewidzenia możliwościami rozwoju technologicznego. Intelekt podpowie nam, jak zbudować autonomiczną broń wyposażoną w sztuczną inteligencję. Ale tylko rozum może nam powiedzieć, czy w ogóle powinniśmy ją budować. Dlatego Max Horkheimer w swoim słynnym wykładzie „Odpowiedzialność i studia” wygłoszonym w 1952 roku po powrocie z USA, gdzie po dojściu nazistów do władzy wyemigrowała cała Szkoła Frankfurcka, stwierdził: „Czyż student nie jest siłą rzeczy świadkiem tego, że rozwój rozumu i wszystkie implikowane przezeń zdolności są obowiązkiem kogoś, kto traktuje prawdę poważnie – a czy bez tego można w ogóle mówić o studiach? (…) To, że absolwent studiów nie jest w stanie połączyć z kompetencjami zawodowymi siły i odwagi, niezbędnych do rozwiązywania problemów życia, prowadzi do takiego powiązania wiedzy fachowej i obskurantyzmu, które uzasadnia przypuszczenie, że ludzie wykształceni nie byli bardziej od niewykształconych odporni na totalitarne szaleństwo w przeszłości i nie będą w przyszłości”[10]. Obecnie przez kształcenie rozumiemy wyposażanie człowieka w wiedzę, umiejętności i kompetencje konieczne do sprawnego funkcjonowania na rynku pracy. Celem kształcenia nie może być jednak jedynie przygotowywanie podmiotów na rynek pracy. Jeszcze raz posłuchajmy Horkheimera: kształcenie „powinno być poznaniem tego, co obchodzi nas jako ludzi, a nie tylko jako członków społeczeństwa przemysłowego”[11]. Kształcenie musi polegać na wyposażeniu w wiedzę, ale także w moralne wartości, egzystencjalne sensy jako punkty oparcia, estetyczne przeżycia, które mają wystarczyć człowiekowi na całe życie. Musi dokonywać się poprzez przekaz kulturowy, gdyż to wielkie dzieła kultury europejskiej, wielkie wzorce moralne odsłaniają sens człowieczeństwa i sens życia. Dlatego Seneka napisał kiedyś do swego ucznia, prokuratora Lucyliusza: „Wiesz co jest potrzebne by być dobrym prokuratorem, ponieważ kształciłeś się u mnie: littere” (literatura, sztuka, filozofia). Bez nich nie można być człowiekiem kulturalnym, a bez kultury nie można być dobrym prokuratorem. Do kształcenia rozumu potrzebna jest kultura. Żyjemy zbyt krótko, by móc nabyć pełni doświadczenia, a przez to mądrości. Dlatego tak ważną rolę odgrywają dzieła kultury. Dzięki lekturze, jak pisał Wilhelm Dilthey, możemy przeżyć wiele różnych rodzajów egzystencji. Skrępowani i określeni przez realia życia zyskujemy wolność w czasie i przestrzeni[12]. Możemy odtwórczo przeżyć życie ludzi innych czasów i innych od naszego miejsc. Możemy podczas jednego własnego życia żyć wielokrotnie i dzięki temu nabyć rozumu. „Wbrew tradycji (…) trzeba stwierdzić, że rozumiemy siebie jedynie odbywając dookolną drogę pośród znaków ludzkości utrwalonych w dziełach kultury. Cóż wiedzielibyśmy o miłości i o nienawiści, o uczuciach etycznych i ogólnie o tym wszystkim, co nazywamy sobą, gdyby nie zostało to wypowiedziane i sformułowane przez literaturę?”[13] Kształcenie jest zatem wewnętrzną formacją, kształtowaniem humanitaryzmu. Szczególnie na ten ostatni zwrócił uwagę Horkheimer, mając na myśli grozę wojny: „Po tej grozie, która się niedawno wydarzyła, i na przekór jej, nie mogę porzucić nadziei, że nie tylko w pierwszym okresie po katastrofie, ale i w nadchodzących dziesięcioleciach owa zapomniana już postawa stanie się znów celem kształcenia uniwersyteckiego. Ograniczenie studiów do nabywania umiejętności (…) nie wystarczy. Sędzia pozbawiony empatii oznacza śmierć sprawiedliwości”[14]. Jak jednak realizować takie zadanie kształcenia w sytuacji, w której uniwersytety będące zawsze miejscem niezależnego myślenia i poszukiwania prawdy stają się częścią światowej przedsiębiorczości? Na naszych oczach uniwersytet przekształca się w korporację, w fabrykę wiedzy, w której wiedza staje się formą akumulacji kapitału, a profesorzy zarządzającymi bazami danych. Uniwersytet-Korporacja stał się podmiotem gry rynkowej, prawa popytu i podaży. Zważywszy na tyranię przeciętności stawia nas to przed dramatycznym pytaniem: Czy należy usunąć humanistykę i kulturę z uniwersytetu tylko dlatego, że nie znajduje odpowiednio dojrzałych nabywców, jak dzieje się to już w wielu krajach? Czy zatem uniwersytet powinien służyć prawdzie, czy społeczeństwu? Czy alternatywa jest fałszywa? Na czym powinna zatem polegać ta służba? Czy na uleganiu najniższym gustom, demokracji bezpośredniej narzucającej swe przekonania i zasady na internetowych forach i ulicach, czy też na wychowywaniu społeczeństwa? Czy uniwersytet ma pełnić funkcję autorytetu, czy ma godzić się na coraz dalsze obniżanie wymogów kształcenia, by zrealizować ideał równości? Czy ma bronić wzorców, kanonów kultury języka, czy też poddać się społecznej presji? Odpowiedzi na tą alternatywę związane są z odpowiedzią na pytanie kim jest człowiek i na czym polega jego dobro? Czy ma ono być określane przez społeczne i kulturowe mody, zapotrzebowania rynku pracy, ekonomiczne możliwości, politykę? Czy też jego określenie powinno wymagać namysłu nad europejską tradycją kultury i myśli? Rzecz w tym, że aktualnie uniwersytet w coraz mniejszym stopniu stwarza warunki, by takie pytania stawiać i usiłować na nie odpowiadać. „Uniwersytet-Korporacja” przestał być też „uniwersytetem-świątynią”, miejscem zatrzymania, refleksji. Stał się „Uniwersytetem-Pasażem”, miejscem pospiesznego przejścia z domu do pracy i z pracy do domu, z pracy bądź domu na inną uczelnię lub inny kierunek studiów, na kurs i z kursów, na wolontariat i z wolontariatu. „Uniwersytet-Pasaż” przestaje być miejscem kształcenia, a staje się miejscem zaliczania punktów koniecznych do uzyskania dyplomu i budowy CV pod kątem rynku pracy. Wypełnia się ów pasaż jedynie podczas okresu rekrutacji i sesji egzaminacyjnych. „Uniwersytet-Pasaż” pływa w „płynnej nowoczesności”. Wszystko jest w nim chwilowe, zmienne i płytkie: ustawy, rozporządzenia, systemy ocen, autorytety, a nawet notatki studenckie krążące w Internecie. Jaka czeka nas przyszłość? Uniwersytet powinien na nowo stać się przestrzenią wolnej myśli, niezależnej od nacisków polityki i rynku. Powinien wyzwolić się spod biurokratycznego jarzma i odzyskać zaufanie, by mógł oddać się pełnemu, uniwersalnemu kształceniu. Nie tylko intelekt się liczy, ale przede wszystkim rozum. Powróćmy do metafory Bollnowa. Intelekt uczy nas, jak zbudować dom. Jeśli ten dom będzie nawet nowoczesny, energooszczędny, na nic nam się nie zda, jeśli nie będziemy umieli go rozumnie współzamieszkiwać. Bibliografia: Bollnow, Rozum a siły irracjnalne, tłum. E. Paczkowska-Łagowska, w: „Znak” nr 11(305) 1979 Dilthey, Budowa świata historycznego w naukach humanistycznych, tłum. E. Paczkowska-Łagowska, Warszawa 2004 Fromm, , Niech się stanie człowiek. Z psychologii etyki, tłum. R. Saciuk, Warszawa – Wrocław 1994 Horkheimer, Odpowiedzialność i studia, „Kronos”, nr 2 2011 Kant, Was istAufklärung, w: T. Kroński, Kant, Warszawa 1966 Lipska, Otchłań, w: Gdzie Indziej, Kraków 2005 Ortega y Gasset, Bunt mas, Bunt mas, przekład P. Niklewicz, Muza, Warszawa 2002 Pascal, Myśli, tłum. T. Żeleński, Warszawa 1953 Ricoeur, Język, tekst, interpretacja, wybór i oprac. K. Rosner, tłum. P. Graff, K. Rosner, Warszawa 1989 Tischner, Wędrówki w krainę filozofów, Kraków 2008 [1] Bollnow, Rozum a siły irracjnalne, tłum. E. Paczkowska-Łagowska, w: „Znak” nr 11(305) 1979, s. 1188. [2] B. Pascal, Myśli, tłum. T. Żeleński, Warszawa 1953, s. 113. [3] F. Bollnow, Rozum a siły irracjonalne, s. 1203. [4] Tamże, s. 1203-1204. [5] E. Lipska, Otchłań, w: Gdzie Indziej, Kraków 2005, s. 29. [6] J. Tischner, Wędrówki w krainę filozofów, Kraków 2008, [7] J. Ortega y Gasset, Bunt mas, przekład P. Niklewicz, Muza, Warszawa 2002, s. 78-79. [8] I. Kant, Was istAufklärung, w: T. Kroński, Kant, Warszawa 1966, s. 166. [9] E. Fromm, , Niech się stanie człowiek. Z psychologii etyki, tłum. R. Saciuk, Warszawa – Wrocław 1994, s. 67-68. [10] M. Horkheimer, Odpowiedzialność i studia, „Kronos”, nr 2 2011, s. 244. [11] Tamże, s. 240. [12] W. Dilthey, Budowa świata historycznego w naukach humanistycznych, tłum. E. Paczkowska-Łagowska, Warszawa 2004, s. 205. [13] P. Ricoeur, Język, tekst, interpretacja, wybór i oprac. K. Rosner, tłum. P. Graff, K. Rosner, Warszawa 1989, s. 243. [14] M. Horkheimer, Odpowiedzialność i studia, s. 245. Opis Kolekcja Zakochane Kino- najpiękniejsze filmy o miłości. Pamiętasz tego rewelacyjnego faceta, który obiecał, że zadzwoni… i nie zadzwonił? Może zgubił Twój numer. Może trafił do szpitala. Może został onieśmielony Twoją urodą, inteligencją albo odniesionym sukcesem. Albo może po prostu tak już jest, że Kobiety pragną bardziej. Wszystkie gwiazdy, które znalazły się w obsadzie: Ben Affleck, Jennifer Aniston, Drew Barrymore, Jennifer Connelly, Kevyn Connolly, Bradley Cooper, Ginnifer Goodwin, Scarlet Johansson i Justin Long poszukując miłości znalazły śmiech w tej inteligentnej, seksownej historii. Oparty na znikającym w błyskawicznym tempie (jak niektórzy znajomi faceci) bestsellerze Grega Behrendta i Liz Tuccillo - scenarzystów serialu Seks w wielkim mieście, film Kobiety pragną bardziej aż iskrzy od zapierających dech momentów, które rozpozna każdy wyjadacz randek. Obejrzyj go z kimś, kogo chcesz pokochać! Obsada: Jennifer Aniston, Scarlett Johansson, Jennifer Connelly, Ben Affleck, Bradley Cooper Reżyser: Ken Kwapis Scenariusz: Abby Kohn, Marc Silverstein Muzyka: Cliff Eidelman Produkcja: Drew Barrymore Rok produkcji: 2011 (USA, Niemcy, Holandia) Wytwórnia: WARNER BROS. Gatunek filmu: komedia Informacje o wydaniu: Data premiery na DVD: 2012-01-17 Nośnik: DVD - 1 płyta Czas trwania: 124 min. Region: 2 Format obrazu: --- Dźwięk: Dolby Digital (ścieżka oryginalna) Wersja językowa: angielska, czeska, polska Napisy: angielskie, bułgarskie, chorwackie, czeskie, estońskie, norweskie, polskie, rumuńskie, serbskie, słoweńskie Pierwsza dama Ukrainy Ołena Zelenska przyznała jakiś czas temu, że prawie nie widuje się z mężem od momentu wybuchu wojny. W rozmowie z magazynem „Time” opowiedziała, jak wyglądał jej dzień, gdy wybuchła wojna. Jak wspominała, choć widzieli raporty i zdjęcia satelitarne, nie spodziewali się, Że obudzą się w kraju ogarniętym wojną. Nagle jednak, w nocy z 23 na 24 lutego 2022, obudził ją huk wybuchu. Zauważyła, że Wołodymyr Zełenski jest już na nogach w pokoju obok. W GALERII ZOBACZYSZ ZNISZCZONĄ PRZEZ ROSJAN UKRAINĘ - Stał wyprostowany jak struna w gitarze. Ale na jego twarzy nie widziałam strachu ani zmieszania. Wyglądał na bardzo skupionego – mówiła Ołena Zełenska. Porozmawiali tylko przez chwilę. Wołodymyr Zełenski oznajmił żonie, że wojna już się zaczęła. Uściskali się na korytarzu w obecności ekipy prezydenta. Ołena Zełenska wspomina, ze nie chciała przestraszyć swoich dzieci wiec starała się trzymać emocje na wodzy. Sprawdź: Żona Zełenskiego wyznała smutną prawdę. Tak teraz wygląda jej małżeństwo - Nie miał nic więcej do powiedzenia, a ja nie wiedziałam, o co pytać. Obiecał, że zadzwoni do mnie jeszcze tego samego dnia z instrukcjami, co dalej robić – wyznała. Pierwsza dama Ukrainy poleciła dzieciom, by zaczęły się pakować, jednak nie myślała o opuszczeniu męża i Kijowa, mimo licznych ofert pomocy ze strony innych państw. Wołodymyr Zełenski obiecał jej, że wkrótce zadzwoni. - Kiedy Wołodymyr zadzwonił, powiedziałam mu, że czujemy się bezpieczniej w domu niż w jakimś tajnym miejscu i nie chcemy zostawiać naszych zwierząt: dwóch psów, kota i neurotycznej papugi o imieniu Kesha – wyjawiła Ołena Zełenska. Od tej pory życie rodziny Zełenskich w niczym nie przypomina tego sprzed wojny. Wołodymyra Zełenskiego widują głównie w telewizji, ale nie mogą mieć pewności, co się wydarzy w najbliższej przyszłości. Sonda Czy Wołodymyr Zełenski jest wzorem idealnego prezydenta? Express Biedrzyckiej (gen. Mieczysław Cieniuch, Kazimierz Krupa)

obiecał że zadzwoni i nie zadzwonił